Wyjazdy "za chlebem" taty o. Pio - Grazio Forgione - przeczytaj!!!

 
Dziś wiele rodzin dotyka problem wyjazdów zagranicznych za chlebem. Wiele osób wyjeżdża "w niewiadome" by jak uważają ratować byt materialny. Często wracając odkrywają, że rodziny już nie ma, pozostaje ból... Jak było z tatą Ojca Pio, który także wyjażdzał za pracą za ocean? Poczytajcie...

Podróże Grazia Forgione do Ameryki

Był wtorek, 12 kwietnia 1910 r. Na rzece Hudson, u wejścia do portu Nowy Jork, cumował parowiec SS. Berlin. Wśród ponad tysiąca podróżnych, którzy przygotowywali się do zejścia na specjalnie podstawione barki, stał drobny mężczyzna – niemłody, dobiegający pięćdziesiątki, o siwych włosach. Był to Grazio Forgione, tato Ojca Pio. To już jego trzecia podróż do Ameryki, a przecież perspektywa Nowego Świata, na którą patrzy z wysokości pokładu, napawa go wciąż, jak za pierwszym razem, tyloma obawami i niepewnością.

Najtańsze bilety na statek z Neapolu do Nowego Jorku kosztowały 40 dolarów – dla ubogich wieśniaków to fortuna. W Ameryce na taką sumę robotnik musiał pracować trzy miesiące, we Włoszech nawet dwa lata. Ci, którym już się udało osiąść w Ameryce, wysyłali do kraju pieniądze na bilet dla następnych z rodziny. W małych miasteczkach na południu Włoch nie było domu, z którego przynajmniej jedna osoba nie pracowałaby za oceanem.

Podróżujący trzecią klasą tłum spędzał całą podróż na dolnym pokładzie, w najbliższym sąsiedztwie maszynowni i hałasujących bez ustanku parowych silników. Skrawek podłogi, cienki materac i jeden posiłek na dzień wydawany z okrętowego kotła – to wszystko, na co mogły liczyć tysiące Włochów, Polaków, Rosjan, Żydów i ludzi wszelkiej nacji podczas podróży do amerykańskiej ziemi obiecanej, krainy szczęścia, pracy i godziwego zarobku.

Dokumenty z „wyspy łez"

Szczegóły podróży do Nowego Jorku sprzed stu lat odnajdujemy dziś w dokumentach przechowywanych w Archiwum Narodowym w Waszyngtonie. Każda kompania morska sprzedająca bilety na statek miała obowiązek sporządzać listy podróżnych i przekazywać je urzędnikowi imigracyjnemu po przybyciu do amerykańskiego portu. Ludzkich dramatów, strachu, łez i emocji nie jest w stanie przesłonić nawet suchy i urzędniczy język tych dokumentów. Na prawie każdej liście widzimy adnotacje: „odesłany do szpitala", „zatrzymany do dalszego przesłuchania", „deportowany", „zmarł podczas rejsu". Szczególne emocje odczuwamy spoglądając na nazwiska osób nam bliskich. Mamy świadomość, że te odnalezione po latach dokumenty są świadkami wydarzeń, które zmieniały życie wielu ludzkich pokoleń.

Podobne wzruszenie towarzyszy nam, gdy trzymamy w ręku kopię dokumentu podróży z nazwiskiem Grazio Forgione. Był wtorek, 12 kwietnia 1910 r. U wejścia do portu Nowy Jork zacumował parowiec SS. Berlin. Pasażerowie trzeciej klasy są przewożeni ze statku na niewielką wyspę Ellis Island, zwaną „wyspą łez" i położoną tuż za Statuą Wolności. Amerykański rząd federalny wybudował tam w 1892 r. nowoczesną stację odprawy imigrantów, która działała aż do zakończenia drugiej wojny światowej. Przez pierwsze dwadzieścia lat odprawiono w niej ponad 20 milionów osób, w tym ponad 8 milionów Włochów. Każdy imigrant najpierw badany był przez lekarza, który w ciągu kilku sekund oceniał kondycję fizyczną i psychiczną pasażera. Kolejnym etapem było przesłuchanie przez urzędnika imigracyjnego, który zadawał przyjezdnemu dwadzieścia dziewięć pytań dotyczących jego samego, jego rodziny, celu podróży, posiadanych środków finansowych. W przypadku jakichkolwiek podejrzeń przybysz kierowany był na bardziej szczegółowe przesłuchanie lub deportowany. „Listy pasażerów", uzupełnione o adnotacje urzędników i oświadczenia lekarskie, przechowywano w stacji Ellis Island, a stamtąd trafiły do archiwum. Od kilku lat ich cyfrowe wersje dostępne są w komputerowej bazie danych, umieszczonej także w Internecie.

I tak, po blisko stu latach, możemy nie tylko poznać warunki podróży Zi' Grazio do Ameryki, ale również skorygować kilka dotychczasowych opinii na temat jego emigracji podawanych w biografiach Ojca Pio.

Ile razy emigrował Grazio Forgione?

Informacje o wyjazdach Zi' Grazio do Ameryki nie były dotychczas pewne ani dokładne. W niektórych biografiach znaleźć można zupełnie nieprawdopodobne historie – a to o jego emigracji do Argentyny, a to o nawet kilkunastoletnim pobycie na obczyźnie. Autorzy tych informacji zwykle opierali się na wspomnieniach, czy to samego Zi' Grazio, czy też jego syna, Ojca Pio, czy też kogoś z ich przyjaciół lub rodziny. Wspomnienia te, spisywane po latach, nie zawsze były dokładne w szczegółach i datach. Dlatego też w biografii „oficjalnej", przygotowanej przez o. Alessandra da Ripabottoniego dla potrzeb procesu beatyfikacyjnego, przyjęto jako pewne tylko te wyjazdy, które były udokumentowane korespondencją rodziny Forgione.

Jeden zachowany list pisany przez czternastoletniego Francesco Forgione do ojca (z 5 października 1901 r.) oraz kilka listów wysłanych przez Zi' Grazio do domu dały podstawę do przekonania, że Grazio Forgione wyjeżdżał za pracą do Ameryki dwukrotnie: po raz pierwszy na przełomie wieków XIX i XX i po raz drugi w latach 1909-1912. Potwierdzeniem takiego stanu wiedzy były słowa samego Ojca Pio, bardzo często cytowane: „mój ojciec dwukrotnie wyjeżdżał za ocean, żebym ja mógł zostać zakonnikiem". Jednak w świetle wspomnianych już dokumentów stacji emigracyjnej Ellis Island możemy stwierdzić, że wyjazdów emigracyjnych Zi'Razio było co najmniej trzy.

Informacje o wyjazdach taty Ojca Pio do Ameryki nie były dotychczas pewne ani dokładne. Biografowie opierali się przede wszystkim na wspomnieniach, czy to samego Zi' Grazio, czy też jego syna, Ojca Pio, albo kogoś z ich przyjaciół lub rodziny. Wspomnienia te, spisywane po latach, nie zawsze były dokładne. Dlatego przyjmowano jako pewne tylko te wyjazdy, które były udokumentowane w korespondencji rodziny Forgione.

W świetle odnalezionych przez Autora dokumentów emigracyjnych okazało się, że tych wyjazdów było więcej, niż przypuszczano. Udało się również w bardziej precyzyjny sposób ustalić ich daty.

Wyjazd pierwszy – Stany Zjednoczone, a może i Brazylia (?-1903)

Nie znamy dokładnej daty pierwszego wyjazdu Zi' Grazio do Ameryki. Być może był to rok 1896 albo 1897. Ale równie dobrze mogło to nastąpić w roku 1900. Z pewnością należy łączyć ten fakt z terminem rozpoczęcia nauki przez małego Francesco Forgione w prywatnej szkole don Dominico Tizzaniego w Pietrelcinie. Comiesięczna zapłata dla nauczyciela a także wydatki na zakup podręczników skłoniły Grazio Forgione do podjęcia decyzji o emigracji zarobkowej.

Jest możliwe, że pierwszym celem podróży nie były jednak USA, ale Brazylia. Ojciec Pio opowiadał dość zabawną historyjkę o sześciu naiwnych mieszkańcach Pietrelciny, wśród nich był też jego tato, którzy uwierzyli w opowieści o Brazylii – kraju dobrobytu, gdzie domy mają „dachy ze szczerego złota" – i pojechali szukać tam swego szczęścia. Wyjazd miał być zupełnie nieudany, a szukający łatwego zarobku nie znaleźli żadnej pracy i musieli zapożyczać się na powrót do domu.

Nie wiemy, czy było tak naprawdę. Wiemy natomiast, że w roku 1901 czternastoletni Francesco pisze list do swego taty, który jest już w Ameryce, w miejscowości Mahonington, w stanie Pensylwania. Ojciec odpisuje do swoich bliskich (zapewne przy pomocy znajomego, bo sam jak wiadomo był analfabetą) i w jednym z listów powiadamia ich, że w połowie roku 1903 wraca do domu.

W opinii większości biografów, opierających się na wspomnieniach Zi' Grazio i Ojca Pio, wyjazd ten nie był udany pod względem finansowym a zarobione pieniądze wystarczyły ledwie na spłacenie długów zaciągniętych w celu pokrycia kosztów nauki młodego Francesco.

Dodajmy jeszcze, że w archiwum w Waszyngtonie nie udało się odnaleźć dokumentów dotyczących tej podróży.

Wyjazd drugi – Nowy Jork (1905-1906)

Niektórzy z biografów Ojca Pio wspominają o emigracji Zi' Grazio w roku 1905 albo 1906. Ponieważ jednak nie znano dotychczas żadnych dokumentów potwierdzających ten wyjazd, był on zwykle poddawany w wątpliwość.

Tymczasem z zachowanych w amerykańskich archiwach list pasażerów wynika, że 2 marca 1906 r. na pokładzie statku SS. Italia przypłynął do Nowego Jorku starszy brat Ojca Pio, Michele, który podczas kontroli poinformował urzędnika imigracyjnego, że udaje się do swego ojca, Grazio Forgione, przebywającego w miejscowości Flushing (dziś jest to dzielnica Nowego Jorku). Michele wypłynął z Neapolu 2 lutego, można zatem przypuszczać, że jego ojciec przebywał w Ameryce już od kilku miesięcy, zatem za datę drugiej emigracji Zi' Grazio należy przyjąć rok 1905.

Wydaje się, że ten wyjazd był dużo bardziej udany – za pieniądze zarobione na obczyźnie Zi' Grazio i Michele kupili mieszkania przy via Chiesa Sant'Anna (n. 2) oraz kawałek pola na Piana Romana. Być może również te pieniądze w jakiejś części pokryły poniesione koszta dalszej nauki Francesco Forgione, teraz już brata Pio. A na pewno przydały się, gdy w roku 1907 Zi' Grazio, znany przecież ze swej niechęci do rozrzutności, musiał przewieźć chorego syna z klasztoru do rodzinnego domu. Według zachowanych relacji nie tylko opłacił podróż pociągiem i to w wagonie pierwszej klasy, ale nawet wynajął dorożkę, która zawiozła ich najpierw na dworzec w Morcone, a potem ze stacji w Pietrelcinie do rodzinnego domu.

Wyjazd trzeci – Nowy Jork (1910-1912)

Wspomniany na początku tekstu przyjazd Zi' Grazio do Nowego Jorku był zatem jego trzecim wyjazdem do Ameryki. SS. Berlin wypłynął z Neapolu 1 kwietnia 1910 r., a do brzegów Nowego Jorku przybił 12 kwietnia. Wraz z Grazio Forgione podróżowało jeszcze czterech mieszkańców Pietrelciny: Antonio Aucone, Nicola Saginario, Antonio Mastronardi i Vito Caruso.

Zi' Grazio zadeklarował podczas odprawy, że celem jego podróży są odwiedziny syna Michele, zamieszkałego we Flushing, w stanie Nowy Jork. Rzeczywiście, inny dokument potwierdza, że Michele przypłynął do Nowego Jorku 12 maja 1909 r., a więc blisko rok przed swym ojcem, na statku SS. Madonna.

Na obczyźnie Grazio wraz z synem świętował dzień prymicji kapłańskich Ojca Pio (10 sierpnia 1910 r.) oraz ślub najstarszej córki, Felicyty (20 października 1910 r.).

Z korespondencji Ojca Pio z ojcem Agostino dowiadujemy się, że emigranci wrócili do Pietrelciny 27 listopada 1912 r. Zi' Grazio nigdy więcej nie wyjeżdżał już za granicę, natomiast Michele wybrał się do Ameryki jeszcze raz, w 1919 roku.

Spójrzmy jeszcze raz na drobną postać Grazio Forgione, stojącego w kwietniowy poranek 1910 r. na dolnym pokładzie statku SS. Berlin i wpatrującego się w połyskującą w słońcu Statuę Wolności. Był prostym wieśniakiem i analfabetą, który nie dokonał w życiu niczego wielkiego. Gdy przyszła taka potrzeba, pożyczył pieniądze na naukę syna, który mówił, że chce zostać zakonnikiem. Wyjechał do pracy na obczyźnie, by spłacić dług. Pojechał po raz kolejny, by zarobić na dalszą naukę dziecka i na utrzymanie rodziny, by poprawiać los – swój i swoich najbliższych. Podejmował zwykłe, proste decyzje, tak jak miliony ojców każdego dnia, w każdym kraju. I pewnie nie wiedział, patrząc tam na perspektywę Nowego Świata, że te jego proste, zwykłe decyzje otworzyły naszemu światu nową perspektywę świętości.

Edward Augustyn

„Pietrelcina la Terra di Padre Pio", rok XII, n. 10, październik 2007, ss. 26-29

(tłumaczenie z jęz. włoskiego)